Panna młoda odc. Sekret Cihana: Prawdziwe uczucie do Hancer – Jedno zdjęcie, które mówi wszystko

Wyobraźcie sobie noc tak długą i ciężką, że jedynym ukojeniem staje się praca. i wspomnienie spojrzenia osoby, przed którą właśnie uciekliśmy

0:22W tej poruszającej opowieści zabieram Was w głąb umysłu Cihana – mężczyzny rozdartego między chłodną dumą a nieodpartym, pulsującym

0:34Po bolesnej kłótni i odrzuceniu wyciągniętej dłoni Hancer, Cihan szuka azylu w pustym biurze

0:43Myśli, że uciekł przed problemem, ale czy od własnego serca można tak po prostu odejść?

0:52Zanurzymy się w fascynującą grę retrospekcji i ukrytych pragnień. Zobaczycie, jak złość powoli topnieje, zamieniając się w twórczą

1:04Kiedy Cihan wpatruje się w ekran telefonu, odkrywamy jego największą tajemnicę: pod pretekstem fascynacji mandalowym wzorem na swetrze Hancer – dziewczyny, która z goryczą nazywa siebie „dziewczyną ze slumsów” – kryje się coś znacznie głębszego

1:22To nie motyw na materiale przyciąga jego wzrok, lecz jej melancholijne, pełne smutku

1:31Podczas gdy Cihan walczy ze swoimi demonami, przelewając tęsknotę na papier i tworząc niezwykłe projekty, kilka kilometrów dalej, w pustej sypialni, Hancer w tym samym kolorowym swetrze wpatruje się w noc, czekając na dźwięk otwieranych

1:49Czy jedna bezsenna noc i stos naszkicowanych dywanów wystarczą, by ukoić jego ból? Jaki sekret odkryje rano Engin, wchodząc do biura i widząc wrak swojego przyjaciela?

2:03Zanim przejdziemy do dalszej części tej poruszającej historii, mam do Was krótką prośbę! Jeśli podoba Wam się to zestawienie i chcecie na bieżąco śledzić burzliwe losy Cihana i Hancer, koniecznie zasubskrybujcie kanał i zostawcie łapkę w górę pod tym filmem

2:21Wasze wsparcie daje mi ogromną motywację do tworzenia kolejnych materiałów!.Nie zapomnijcie też kliknąć dzwoneczka, aby nie przegapić żadnego nowego odcinka

2:33A teraz dajcie znać w komentarzach – jak myślicie, czy Cihan w końcu odrzuci swoją dumę i wróci do Hancer? Czekam na Wasze opinie, a tymczasem

2:45wracamy do naszej historii!.Cihan wszedł do gabinetu tak, jakby wchodził do własnego wnętrza — do miejsca, gdzie nie było już świadków, gdzie nikt nie zadawał pytań i nikt nie mógł zobaczyć, jak bardzo człowiek potrafi się rozsypać w ciszy

3:02Drzwi zamknęły się za nim miękko, niemal bezgłośnie, a jednak ten dźwięk zabrzmiał w jego głowie jak postawiona kropka

3:12W biurze panował porządek charakterystyczny dla ludzi, którzy lubią mieć kontrolę: równo ułożone segregatory, gładka powierzchnia biurka, czyste linie mebli, geometryczna harmonia

3:27A mimo to wszystko wydawało się dziś obce, jakby ktoś podmienił przestrzeń, zostawiając tylko te same kształty

3:37Cihan czuł, że to, co go uwierało, nie miało nic wspólnego ani z pracą, ani z projektami, ani z decyzjami biznesowymi

3:48To było głębiej. Dużo głębiej.Zatrzymał się na moment przy wieszaku, ale nie powiesił marynarki

3:57Zamiast tego zsunął ją z ramion ciężkim ruchem, jakby zdejmował nie tylko ubranie, ale też rolę, którą nosił na sobie przez cały dzień: rolę pana domu, syna Mukadder, człowieka, którego gniew ma znaczyć więcej niż cudze łzy

4:14Rzucił marynarkę niedbale na fotel, a tkanina osunęła się, marszcząc, jakby protestowała przeciw temu brakowi dbałości — jakby nawet ona była przyzwyczajona, że Cihan nie pozwala sobie na bałagan

4:30Usiadł za biurkiem. Spróbował od razu sięgnąć po dokumenty, przewrócić kilka kartek, znaleźć punkt zaczepienia w czymś racjonalnym

4:41Palce same układały papiery, same sięgały po długopis. Ale oczy nie chciały widzieć liczb

4:50Myśli nie chciały słyszeć terminów.W jego głowie, uparte jak echo, pojawiała się twarz Hançer

4:59To nie była zwykła twarz z dnia codziennego. To było spojrzenie, które miał w pamięci zbyt wyraźnie: zatroskane, napięte, jakby próbowała zatrzymać coś, co już było rozpędzone i nie do zatrzymania

5:15Pamiętał, jak stała przy drzwiach, jak dłoń drżała jej minimalnie, kiedy chwyciła go za ramię

5:24Pamiętał ciepło jej palców i to, jak mocno zabolało go, że odsunął je od siebie.Wtedy — w tamtej chwili — nie myślał o bólu

5:36Myślał o dumie. O władzy. O tym, że musi wyjść, bo jeśli zostanie, powie coś gorszego, zrobi coś gorszego… a może właśnie odwrotnie: jeśli zostanie, zobaczy, że ona ma rację

5:52Że nie jest tylko „dziewczyną ze slumsów”, jak sama o sobie mówiła w zgryźliwych zdaniach, ale kimś, kto potrafi dotknąć jego życia i zmienić je jednym spojrzeniem

6:05Wspomnienie uderzyło w niego nagle, ostro, jak zapach dymu, który czuje się po pożarze, choć ogień dawno zgasł

6:15W domu było wtedy jasno. Nie pamiętał nawet, czy to było popołudnie czy wczesny wieczór — pamiętał tylko, że światło rozlewało się po korytarzu, a on szedł szybko, zbyt szybko

6:30Gniew robił mu drogę, rozpierał klatkę piersiową, podnosił głos jeszcze zanim otworzył usta

6:39Miał wrażenie, że jeśli się zatrzyma, to pęknie.Hançer pojawiła się przy drzwiach jak ktoś, kto nie chce stać na środku burzy, a jednak staje, bo wie, że jeśli nie stanie, burza zabierze wszystko

6:54Miała na sobie biały płaszcz. Biel w tym domu zawsze wyglądała jak wyzwanie, jak coś, co łatwo zabrudzić

7:04Jej włosy były spięte w niedbały sposób, jakby w pośpiechu, a jednak w tym pośpiechu było coś prawdziwego

7:13Jej oczy — te oczy — miały w sobie niepokój, ale też upór.— Cihan… — zaczęła, a jego imię zabrzmiało w jej ustach tak, jakby próbowała z niego zrobić most, a nie broń

7:27— Jesteś teraz bardzo zły. Nie mógłbyś… chociaż trochę się uspokoić?.— Nie mów mi, co mam robić — syknął, nawet nie patrząc na nią do końca

7:39Już sięgał po klamkę, już w głowie miał obraz wyjścia: powietrze na zewnątrz, wolność, ciszę, brak jej głosu

7:49A jednak ona nie odsunęła się. Zrobiła krok bliżej. I dotknęła go.Delikatnie. Ostrożnie

7:58Jakby miała do czynienia z czymś kruchym.Jej dłoń spoczęła na jego ramieniu.— Boję się, kiedy jesteś taki — powiedziała ciszej

8:09— Nie ciebie… tylko tego, co robisz sobie sam. I co robisz nam.„Nam”. To jedno słowo powinno go zatrzymać

8:19Powinno otworzyć coś w nim, co było zaryglowane od lat.Zamiast tego wywołało w nim jeszcze większy opór

8:28— „Nam”? — powtórzył z gorzkim śmiechem. — Jakie „nam”, Hançer? Nie mieszaj się.Jej palce zacisnęły się minimalnie

8:39— To nie jest mieszanie się — odpowiedziała. — To jest… troska. Nie rozumiesz? Ja…

8:47Nie dokończyła, bo on, zaślepiony tym, co w nim wrzało, odsunął jej rękę. Nie brutalnie — a jednak w tamtej chwili każdy gest był brutalny, bo miał w sobie odrzucenie

9:02Dłoń Hançer zawisła w powietrzu przez sekundę, jakby nie wiedziała, gdzie ma się podziać

9:10A jej twarz — jej twarz zdradzała coś, czego nigdy nie potrafił zignorować całkiem: głęboki, nieprzytomny niepokój, jakby nagle zobaczyła w nim kogoś obcego

9:23— Cihan… proszę… — wyszeptała.On już nie słyszał.Wyszedł.I dopiero kiedy drzwi zamknęły się za nim, poczuł, że zostawił coś po tamtej stronie

9:35Coś, co nie powinno zostać samo.Teraz, siedząc w gabinecie, zrozumiał, że uciekł

9:44Nie przed domem. Nie przed kłótnią. Uciekł przed tym, że jej dotyk był prawdziwy

9:52Cihan oparł łokcie na biurku i przez chwilę patrzył w pustą przestrzeń. Tak patrzą ludzie, którzy próbują sobie wmówić, że potrafią nie czuć

10:04Tylko że on czuł. Czuł, aż bolało.Sięgnął po ołówek, bardziej odruchowo niż świadomie

10:13Znalazł czystą kartkę. Biała przestrzeń czasem pomagała, bo nie zadawała pytań. Można było na nią przenieść to, czego nie dało się wypowiedzieć

10:25Obok leżał telefon. Ekran rozświetlił się, jakby wiedział, że jest potrzebny. Zdjęcie Hançer było tam od niedawna — od tamtej rozmowy w salonie, kiedy stała w swoim wielokolorowym swetrze, a on udawał, że patrzy tylko na wzór

10:42Sweter wyglądał jak coś z innego świata: ręcznie robiony, z misterną mandalą układającą się w kolorowe kręgi, geometryczne płatki, drobne przejścia barw

10:56Błękit przeplatał się z beżem, szarość z delikatnym różem, a w centrum było coś jak serce — intensywniejszy odcień, który przyciągał wzrok

11:08Cihan poczuł w gardle ucisk.Zaczął szkicować.Najpierw linie niepewne, nerwowe, jakby ręka nie była jego

11:18Potem coraz pewniejsze. Ołówek przesuwał się po papierze z precyzją, której nie miał w słowach

11:27Kiedy rysował, mógł udawać, że panuje nad światem. Że mandala jest tylko wzorem. Że ten krąg jest tylko kręgiem, a nie tym, co go wciągało

11:40Patrzył na ekran telefonu, potem na kartkę, potem znów na ekran. Przenosił motyw centymetr po centymetrze

11:50Tylko że w pewnym momencie przestał przenosić sweter.Przenosił jej obecność.W jego głowie odtworzyła się ich rozmowa, tak wyraźnie, jakby wciąż siedzieli w salonie, a nie dzieliły ich ściany i noc

12:05— Skąd masz ten sweter? — usłyszał swój własny głos, zaskakująco miękki jak na niego

12:13— Sama go zrobiłam — odpowiedziała wtedy Hançer, jakby to było coś zwyczajnego. Jakby nie mówiła o godzinach pracy palców, o cierpliwości, o tworzeniu piękna z niczego

12:27— Sama? — dopytywał. — Ten wzór… też sama?.Pamiętał, jak wzruszyła ramionami, jakby bała się przyznać do dumy

12:38— Przyszło mi do głowy. Natchnienie. Po prostu.„Po prostu.” Jakby talent był czymś, co leży na ulicy i można to podnieść

12:49Cihan docisnął ołówek mocniej, rysując kolejne elementy mandali. Poczuł, że w tym wzorze jest coś upartego

12:59Coś, co nie pozwala mu zapomnieć.Wspomnienie wróciło, tym razem pełniejsze, bogatsze w szczegóły

13:08Siedzieli wtedy w salonie. Powietrze pachniało herbatą i czymś świeżym — może owocami, może mydłem, może jej perfumami, które nie były perfumami, tylko delikatnym zapachem codzienności

13:23Hançer miała na sobie sweter i wyglądała w nim inaczej, jakby kolor otulał ją od środka, dodawał jej odwagi

13:33— Sama wymyśliłaś ten wzór? — zapytał, a w jego głosie było prawdziwe zainteresowanie

13:41To go zaskoczyło nawet wtedy.— Nie wiem… — odpowiedziała. — Rysowałam kiedyś takie rzeczy w zeszycie

13:50W slumsach… — zawahała się, jakby słowo „slumsy” było ostrzem, które sama sobie przykłada do skóry

14:00— Tam człowiek musi mieć coś, co go ratuje przed brudem.Cihan poczuł wtedy niechciane ukłucie

14:09Nie wiedział, co powiedzieć. A ona, jakby uprzedzając jego myśli, dodała z przekąsem:

14:17— Zdumiewające, prawda? Podoba ci się wzór wymyślony przez taką dziewczynę ze slumsów jak ja?

14:26Powiedziała to tak, jakby sama sobie plunęła w twarz. Jakby szybciej wolała się zranić, niż pozwolić, żeby zranił ją ktoś inny

14:37Cihan wziął do ręki telefon.— Zrobię zdjęcie. Nie ruszaj się — powiedział.Hançer zamrugała

14:46— Po co? Żebyś miał dowód, że slumsy czasem rodzą coś ładnego?.— Po to, żeby nie zapomnieć — odpowiedział niemal automatycznie

14:57I dopiero po chwili zrozumiał, jak to brzmi.Szybko dodał, bardziej chłodno:.— Motyw jest dobry

15:06Może się przydać. Do projektów.To była jego tarcza. Włożył ją między siebie a jej spojrzenie

15:15Hançer prychnęła cicho.— Jasne. Do projektów. Wszystko u ciebie jest „do projektów”

15:24— Wstań — poprosił, choć w jego ustach brzmiało to jak rozkaz. — Chcę lepsze ujęcie

15:33Niechętnie wstała. Poprawiła sweter, jakby chciała go zasłonić, a nie pokazać. Stanęła w miejscu, w którym światło padało równo na jej tors

15:45Cihan podniósł telefon.I wtedy wydarzyło się coś, czego nie planował.Przez obiektyw zobaczył ją wyraźniej, niż zwykle sobie pozwalał

15:56Wzór swetra był piękny — ale jej twarz… jej twarz była jak opowieść, której nie da się zamknąć w jednym ujęciu

16:06Oczy miała duże, ciemne, z cieniem melancholii, która nie wynikała z tej chwili, tylko z całego życia

16:16Na ustach błąkał się grymas, coś między kpiną a bólem. A jednak w tym wszystkim było też światło — ciche, uparte, takie, które nie gaśnie nawet w slumsach

16:29Cihan przesunął kadr. Minimalnie. Tylko odrobinę.Zamiast swetra wyostrzył jej spojrzenie

16:38Zatrzymał się na nim tak długo, że Hançer poruszyła się niespokojnie.— Zrobiłeś już? — spytała

16:47— Jeszcze chwila — mruknął. I nie powiedział, że w tej „chwili” próbuje zapamiętać jej twarz na wypadek, gdyby kiedyś miał ją stracić

16:59Teraz, w biurze, powtarzał ten gest.Przesuwał zdjęcie palcem, powiększał. Nie interesował go już wzór swetra

17:10Interesował go jej wzrok. Jakby chciał z niego wyczytać odpowiedź na pytanie, którego sam sobie nie zadawał na głos: „Czy ona mi jeszcze wybaczy?”

17:21Tęsknota była w nim czysta i brutalna. Nie miała usprawiedliwień. Nie dało się jej zasłonić pracą

17:30A on mimo wszystko próbował.Rysował dalej.Z czasem mandala zmieniła się w coś większego — w projekt dywanu

17:40Cihan znał te procesy: motyw centralny, potem rozchodzące się ornamenty, ramy, powtórzenia, rytm

17:50Tyle że dziś rytm był jak bicie serca, niespokojne i nierówne. Każdy kolejny element był jak słowo, którego nie powiedział Hançer

18:01Każda linia była jak gest, którego nie zrobił.Noc płynęła powoli.Miasto za oknem świeciło jak rozrzucone szkło

18:11Światła wieżowców pulsowały, a w gabinecie panowała samotność, którą można było niemal dotknąć

18:20Cihan raz po raz sięgał po telefon, sprawdzając, czy nie ma wiadomości. Nie było.Nie pisał do niej

18:29Nie dzwonił. Wciąż trzymał się dumy, która była jak zardzewiały łańcuch na szyi.Ale myślał o niej bez przerwy

18:39Kiedy szkic się skończył, przerobił go na bardziej dopracowany projekt. Potem na drugi

18:47Potem na trzeci. Jakby nie mógł przestać. Jakby każda wersja była próbą dopracowania czegoś w sobie

18:56W pewnym momencie oparł głowę o dłoń i zamknął oczy. Zobaczył Hançer w białym płaszczu

19:04Usłyszał jej „proszę”. Poczuł, jak jego własne serce kłuje go od środka.Nie wiedział, o której zasnął

19:14W tym samym czasie, w sypialni, Hançer siedziała na łóżku w swoim kolorowym swetrze jak w zbroi, która jednocześnie grzeje i ciąży

19:25Światło lampki nocnej rzucało ciepły krąg na kołdrę, ale jej twarz była poza tym kręgiem — w cieniu

19:34Obejmowała kolana ramionami, wtulała w nie brodę, jakby próbowała się zwinąć w mniejszą, bezpieczniejszą wersję siebie

19:44W jej głowie także brzmiały słowa.„Motyw jest dobry.”.„Podoba mi się.”.Nie powiedział tego wprost, ale ona usłyszała to między zdaniami

19:55Zobaczyła to w tym, jak długo patrzył przez telefon, jak ostrożnie przesuwał kadr

20:03Wiedziała, że nie chodziło tylko o sweter.I właśnie dlatego bolało bardziej.Bo jeśli mu zależało, to czemu wyszedł?

20:13Hançer spojrzała na drzwi. Czekała. Najpierw z uporem, potem z coraz większym napięciem

20:22Każdy dźwięk na korytarzu był jak obietnica. Każde skrzypnięcie, każdy cień poruszający się za szybą — wszystko budziło w niej nadzieję, którą zaraz musiała tłumić, żeby nie oszaleć

20:37Wstała w końcu, jakby nie mogła dłużej siedzieć. Podeszła do okna. Odsunęła zasłonę

20:45Noc była ciemna, ale nie całkiem. Latarnie na zewnątrz rysowały blade plamy światła na podjeździe

20:54Samochodów nie było. Cisza stała nieruchomo, jakby dom wstrzymał oddech.— Wciąż nie wrócił… — wyszeptała, a jej głos zabrzmiał słabo, jakby mówiła do kogoś, kto nie odpowie

21:08Poczuła, jak łzy cisną się do oczu, ale nie pozwoliła im popłynąć od razu. Najpierw zacisnęła szczęki, tak jak zaciska się je, kiedy człowiek musi przetrwać

21:21— Może to moja wina — powiedziała do siebie gorzko. — Może powinnam była… nie stawać mu na drodze

21:30Tylko że ona wiedziała: gdyby nie stanęła, coś by pękło. Może między nimi. Może w nim

21:39Wróciła na łóżko. Usiadła znów w tej samej pozycji, tylko ciężej. Jak ktoś, kto zrozumiał, że czeka na cud, a cud ma dziś wolne

21:51Czas mijał.W końcu zasnęła na chwilę, z twarzą zwróconą w stronę drzwi, jakby nawet sen nie chciał jej odciągnąć od oczekiwania

22:02Poranek przyszedł bez litości.Słońce wstało nad miastem i oświetliło wieżowce chłodnym blaskiem

22:11W biurze Cihan spał z głową opartą na dłoni. Wyglądał jak człowiek, który walczył całą noc z samym sobą i przegrał tylko w jednym: w końcu jego ciało upomniało się o odpoczynek

22:25Na biurku leżały rozłożone projekty. Nie były to już szkice chaotyczne. Były dopracowane, precyzyjne, piękne — dywany z mandalowym sercem, z ornamentami rozchodzącymi się jak fale

22:40Motyw Hançer przeniesiony na profesjonalny poziom, gotowy do realizacji.I choć wyglądało to imponująco, było w tym coś bolesnego: to, co wzięte z jej swetra, wciąż należało do niej

22:55A on nie potrafił do niej wrócić.Drzwi gabinetu otworzyły się ostrożnie. Do środka weszła pracownica — jedna z tych osób, które zwykle są niewidzialne w świecie takich jak Cihan

23:09Miała w ręku ściereczkę, może mały kosz na śmieci, jej ruchy były ciche, profesjonalne

23:18Zatrzymała się w pół kroku, kiedy zobaczyła go śpiącego.— Panie Cihan? — odezwała się niepewnie

23:27— Dzień dobry… Przepraszam, nie wiedziałam, że pan tu jest. Chciałam posprzątać biurko

23:35Cihan poruszył się powoli, jakby budził się z ciężkiego snu. Przetarł twarz dłonią

23:43Włos miał potargane, oczy przekrwione. Przez sekundę wyglądał nie jak potężny biznesmen, ale jak człowiek, który nie spał od tygodni

23:55— Zostaw ten bałagan — powiedział cicho, głos miał chropowaty. — Pracuję.Asystentka spojrzała na stertę projektów i na jego twarz

24:06Zawahała się.— Czy… czy podać panu kawę?.Cihan otworzył usta, żeby powiedzieć „tak” automatycznie, ale w tym „tak” poczuł nagle pustkę

24:19Jakby kawa miała mu zająć ręce, a nie serce.— Najpierw… coś lekkiego — mruknął. — Trochę sera

24:29Oliwki. I chleb. Kawa później.Kobieta skinęła głową.— Oczywiście. Zaraz przyniosę

24:38Wyszła szybko, jakby bała się, że jego zmęczenie jest zaraźliwe.Cihan został sam. Spojrzał na telefon

24:48Ekran był ciemny. Podniósł go i odblokował. Zdjęcie Hançer w swetrze pojawiło się natychmiast, jakby czekało

24:58I znów przesunął palcem, powiększając jej twarz.— Dlaczego… — wyszeptał do siebie

25:06— Dlaczego nie umiem powiedzieć ci najprostszej rzeczy?.Nie dokończył, bo drzwi znów się otworzyły

25:14Tym razem bez ostrożności.Do gabinetu wszedł Engin, jak zawsze pełen energii, jakby nosił w sobie zapas światła na czarne dni innych ludzi

25:26Uśmiechnął się szeroko, aż w tej przestrzeni zrobiło się jaśniej — albo przynajmniej tak się wydawało

25:35— Dzień dobry! — rzucił radośnie.Cihan odpowiedział niemal szeptem:.— Dzień dobry

25:43Engin zatrzymał się, bo ten szept nie pasował. Przesunął wzrokiem po biurku, po projektach, po twarzy przyjaciela

25:53Uśmiech zaczął mu powoli znikać.— Jesteś tu wcześnie — powiedział z lekkim rozbawieniem, ale w jego głosie już czaiło się pytanie

26:04— Skąd to zamiłowanie do pracy? Kiedy przyszedłeś?.Cihan nie spojrzał na niego od razu

26:12Patrzył gdzieś w bok, jakby szukał odpowiedzi w ścianie, a nie w sobie.— Przecież w ogóle stąd nie wyszedłem — odpowiedział w końcu

26:23Engin zamrugał. Uśmiech spadł z jego twarzy jak maska.— Co? — spytał cicho. — Spędziłeś tu całą noc?

26:33Cihan wreszcie podniósł wzrok. W jego oczach było zmęczenie tak głębokie, że wyglądało jak ciemna woda

26:42Ale było tam też coś jeszcze — wstyd. I tęsknota. I upór.— Tak — powiedział krótko

26:51— Całą noc.Engin podszedł bliżej, wolniej niż zwykle. Wziął jeden z projektów, obejrzał go

27:00Wzór mandali uderzył go od razu.— To… — zaczął, a potem urwał. Spojrzał na Cihana

27:09— To jest jej sweter.Cihan nie zaprzeczył.— Podobał mi się ten motyw — wymamrotał, jakby wciąż próbował udawać, że chodzi tylko o pracę

27:21Engin odłożył projekt ostrożnie, jakby bał się go zgnieść.— Cihan… — powiedział spokojniej, ale stanowczo

27:31— Ty nie pracowałeś całą noc dlatego, że podoba ci się motyw.Cihan zacisnął szczękę

27:39— Nie zaczynaj.— Właśnie, że zacznę — Engin usiadł naprzeciwko niego, opierając łokcie o biurko

27:48— Bo patrzę na ciebie i widzę faceta, który próbuje uciec przed jednym prostym krokiem

27:56— Jakim? — warknął Cihan, choć w jego głosie nie było już siły na prawdziwy gniew

28:04Engin zawahał się tylko sekundę.— Wrócić do domu. I powiedzieć jej: „Przepraszam”

28:12Albo chociaż: „Nie chciałem cię zostawić”.Cihan odwrócił wzrok.— Nie rozumiesz.— To ty nie rozumiesz — odparł Engin

28:23— Pracą nie zakleisz dziury w sercu. A ona… — urwał, jakby dobierał słowa ostrożnie

28:31— Ona czeka.To słowo trafiło Cihana w najczulsze miejsce.„Czeka”.W jego pamięci pojawił się obraz Hançer na łóżku, w kolorowym swetrze, z kolanami podciągniętymi do klatki piersiowej

28:46Nie wiedział, skąd ten obraz tak wyraźny. Może podpowiedziała mu intuicja. A może to była wina — wina potrafi malować obrazy z przerażającą dokładnością

28:59Cihan przełknął ślinę.— Nie potrafię — wyszeptał nagle, tak cicho, że Engin musiał się nachylić

29:09— Czego? — spytał Engin.Cihan zamknął oczy na moment.— Nie potrafię powiedzieć jej… że kiedy dotknęła mnie przy drzwiach… poczułem, że… że nie chcę odchodzić

29:22Ale byłem zbyt wściekły. Zbyt dumny. Zbyt… — urwał, bo słowo „przestraszony” nie chciało mu przejść przez gardło

29:33Engin patrzył na niego długo, bez kpiny, bez osądu.— Więc zamiast wrócić, narysowałeś jej sweter na dywanach — powiedział cicho

29:45Cihan otworzył oczy. W jego spojrzeniu było coś jak ból przyznania się do prawdy.— Tak — odpowiedział

29:54W tym momencie do gabinetu wróciła asystentka z tacą: ser, oliwki, chleb, mała szklanka herbaty

30:04Zamarła na progu, wyczuwając napięcie, którego nie rozumiała. Engin skinął jej głową, dziękując

30:14Kobieta szybko postawiła tacę i wyszła, zostawiając ich znów samych.Engin pochylił się nad Cihanem

30:23— Słuchaj mnie uważnie — powiedział. — Możesz być królem dywanów, projektów i wieżowców

30:32Ale jeśli stracisz ją przez własną dumę, to będziesz tylko królem pustki.Cihan spojrzał na telefon

30:41Na twarz Hançer. Na jej oczy, które mówiły więcej niż słowa.Jego dłoń drgnęła, jakby chciała zadzwonić

30:51Ale zatrzymał się.— A jeśli… ona już nie chce słuchać? — spytał w końcu, głosem tak zmęczonym, że brzmiał jak chłopiec, a nie jak mężczyzna

31:03— Jeśli już… przestała czekać?.Engin westchnął.— To wtedy będziesz musiał zrobić coś, czego nigdy nie robiłeś — odparł

31:14— Nie kontrolować. Tylko prosić.Cihan siedział nieruchomo. Twarz miał skrajnie wyczerpaną, jakby cała noc nie była nocą pracy, tylko nocą walki

31:27Walczył z emocjami, które w nim rosły i których nie umiał nazwać bez wstydu.Wzrok znów uciekł mu na projekty

31:37Mandala na papierze wyglądała jak serce zamknięte w ornamentach. Piękne. I smutne

31:45Engin wstał powoli.— Zjedz coś — powiedział łagodniej. — A potem… zrób ten krok. Zanim będzie za późno

31:55Cihan nie odpowiedział.Tylko przesunął palcem po ekranie telefonu jeszcze raz, powiększając oczy Hançer, jakby chciał się w nich schować

32:06Jakby liczył, że jeśli będzie patrzył wystarczająco długo, znajdzie w nich drogę powrotną

32:15A w tej ciszy poranka, pomiędzy zapachem oliwek a chłodnym światłem miasta, było jasne jedno: cała ta noc, wszystkie te projekty, wszystkie te linie — nie były ucieczką od Hançer

32:30Były dowodem, że nawet kiedy odszedł, ona nie wyszła z niego ani na krok

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *