Panna młoda odc. Gdzie jest Cihan? Hançer walczy z samotnością.

Rozdarte serce Hançer: Zniszczony kontrakt, zniknięcie Cihana i bolesny cień pierwszej żony!

0:19Wyobraźcie sobie gęstą, duszącą ciszę nocy, którą w umyśle przerywają jedynie brutalne echa wczorajszych kłótni

0:29Właśnie w takiej samotności odnajdujemy naszą bohaterkę, Hançer. Zamiast czuć ulgę po tym, jak mąż stanął w jej obronie, dziewczyna tonie w poczuciu winy i druzgocących wątpliwościach

0:44Z jednej strony jesteśmy świadkami niesamowitego, wybuchowego aktu lojalności – Cihan, z furią w oczach, przeciwstawia się własnej matce

0:56Rwie na strzępy upokarzającą umowę małżeńską opiewającą na milionowy dług, by chronić honor Hançer

1:05Zachowuje się jak mężczyzna, który jest gotów spalić świat dla swojej żony. Ale chwilę później

1:14drzwi zatrzaskują się, a on znika bez śladu.Ta historia skrywa jednak o wiele więcej tajemnic:

1:23Sieć intryg i kłamstw: Zobaczycie przebiegłą bratową Deryę, która nawet we własnym domu musi tkać pajęczynę kłamstw, ukrywając przed mężem sekrety i doradzając Hançer bezwzględną walkę o pozycję “pani domu”

1:39Jad ukryty w uśmiechu: Usłyszycie słowa Beyzy, które z pozoru brzmią jak pocieszenie, ale w rzeczywistości są najgorszą trucizną

1:50″Skąd mogłaś wiedzieć, że serce mężczyzny, za którego wyszłaś, wciąż należy do jego pierwszej żony?” – to zdanie rozdziera duszę Hançer i zmienia wszystko

2:03Czy układ oparty na kontrakcie niepostrzeżenie przerodził się w prawdziwe, palące uczucie? Zobaczcie kobietę, która stoi samotnie w oknie, wypatrując powrotu mężczyzny, o którego – teoretycznie – nie powinna się w ogóle martwić

2:21Choć jej usta szepczą z rezygnacją: “Niech robi, co chce”, jej smutne oczy krzyczą z tęsknoty

2:30Zanurzcie się w opowieści o zranionej dumie, rodzinnych tajemnicach i miłości, która musi zmierzyć się z demonami przeszłości

2:41Czy Cihan wróci? I do kogo tak naprawdę należy jego serce? Odkryjcie to sami.Zanim dowiemy się, jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów, mam do Was ogromną prośbę! Jeśli przeżywacie tę historię równie mocno jak ja i chcecie wiedzieć, co wydarzy się dalej w życiu Hançer i Cihana, koniecznie zasubskrybujcie kanał i kliknijcie dzwoneczek! Dzięki temu nie przegapicie żadnego nowego odcinka

3:08Zostawcie też łapkę w górę pod tym filmem, jeśli kibicujecie Hançer w tych trudnych chwilach

3:17I dajcie znać w komentarzach – jak myślicie, czy Cihan wkrótce wróci do domu, czy słowa Beyzy o pierwszej żonie okażą się prawdą? Czekam na Wasze opinie, chętnie je przeczytam!

3:31Noc w rezydencji miała w sobie coś z ciężkiej, nieprzyjemnej ciszy, która nie uspokaja, tylko dociska do poduszki jak obca dłoń

3:42Hançer siedziała na skraju łóżka w swojej sypialni, dokładnie tam, gdzie wcześniej usiadła, gdy drzwi zamknęły się za Cihanem z głuchym trzaskiem

3:54Nie pamiętała nawet, czy ten trzask był przypadkiem, czy był kolejnym, niekontrolowanym odruchem gniewu – jakby nawet drewno i metal przejęły część burzy, która przetoczyła się przez dom

4:08Lampka nocna rzucała ciepłe światło na pościel, ale ono wcale nie grzało. Rozlewało się po prześcieradle jak rozlana herbata – brązowe, bezradne

4:20Hançer miała na sobie cienki sweter, ten, który zwykle zakładała, kiedy w środku robiło jej się chłodno bez powodu

4:30Palce drżały, choć w pokoju nie było zimno. To nie było zimno z powietrza. To było zimno z myśli

4:39Próbowała oddychać głęboko – tak, jak kiedyś uczyła ją Fadime: „Wdech, Hançer, wdech… a potem wydychaj, jakbyś chciała wypuścić z siebie cały strach

4:52” Ale dzisiaj strach nie chciał wyjść. Siedział w niej jak kamień, który ktoś włożył pod żebra

5:00I wtedy wróciło echo.Nie jako obraz. Najpierw jako dźwięk.Głos Mukadder, ostry, ślizgający się po ścianach jak nóż po szkle

5:12— Jeden milion. — W jej tonie nie było wstydu, tylko pewność. — To nie są żarty, Cihan

5:21To jest dług, który wzięłam na siebie. To jest… posag. Umowa. Podpis.A potem głos Cihana

5:31Inny niż zwykle. Nie chłodny i kontrolowany, tylko gorący, zbyt szybki, jakby każde słowo miało w sobie ukrytą iskrę

5:42— Posag? — prychnął. — Mamo, proszę cię… Przestań udawać, że to tradycja. To nie posag

5:51To szantaż w białych rękawiczkach.Hançer siedziała wtedy w korytarzu, w półmroku, nie do końca świadoma, że przestała oddychać

6:02Nie chciała podsłuchiwać. Przysięgała sobie, że nie będzie podsłuchiwać. Ale kiedy w domu pada jej imię, kiedy pada słowo „umowa”, kiedy ktoś mówi „jeden milion” jak wyrok – ciało samo zamienia się w ucho

6:18Mukadder odpierała atak spokojem, który miał w sobie okrucieństwo.— Nie wiesz, ile razy musiałam ratować tę rodzinę, ile razy musiałam płacić za błędy innych

6:31Ty myślisz, że pieniądze spadają z nieba? Że honor rośnie na drzewie? Ja zrobiłam, co trzeba

6:40Umowa była zabezpieczeniem.Cihan zrobił krok. Hançer pamiętała ten dźwięk – ciężkie uderzenie buta o marmur

6:50I kolejny, jakby przestawiał w sobie granicę.— Zabezpieczeniem… przed kim? Przed nią? — Głos mu zadrżał na „nią”

7:00— Przed moją żoną? Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz?.— Twoją żoną — powtórzyła Mukadder z lodowatą ironią

7:10— Żoną na papierze. Żoną z warunkami. Żoną, która….— Nie kończ. — przerwał jej ostro

7:19— Jeśli masz zamiar powiedzieć coś jeszcze o Hançer, to wiedz, że nie będę milczał tylko dlatego, że jesteś moją matką

7:29A potem, jakby każde kolejne słowo było już nie do odwołania:.— Popełniłaś ogromny błąd

7:37Ogromny. I potraktowałaś ją tak źle, że nawet nie wiem, jak patrzeć na ciebie bez… bez wstydu

7:46Wstyd. To słowo odbiło się w Hançer jak uderzenie w szybę. Ona wtedy chciała wejść, powiedzieć: „Nie, nie mów tak… ona jest twoją matką… proszę…” Ale nogi odmówiły posłuszeństwa

8:01Bo w tej sekundzie zrozumiała, że to ona jest przyczyną tej wojny.Cihan mówił dalej, a jego gniew był jak ogień, który pali nie tylko to, co złe, ale wszystko, co stanie zbyt blisko

8:16— Zrobiliście z niej towar. Umowę. Liczbę. Jakby nie miała serca, jakby nie była człowiekiem

8:25Jakby była… — zawahał się, a w tym zawahaniu było więcej bólu niż w krzyku. — Jakby była narzędziem

8:34Mukadder odpowiedziała ciszej, ale ten szept był jeszcze gorszy, bo w nim nie było emocji – tylko kalkulacja

8:44— Narzędzia są potrzebne, Cihan. W tej rodzinie zawsze były. A ty też jesteś narzędziem

8:53Tylko o tym zapomniałeś, odkąd….— Dość! — ryknął. — Dość. Koniec.Hançer słyszała, jak coś szeleszczy

9:04Papier. Jakby ktoś wyrywał kartki. Potem gwałtowny ruch – jak gdyby dokument został zgnieciony w pięści

9:13— Co ty robisz? — Mukadder pierwszy raz zabrzmiała niepewnie.— To, co powinienem zrobić od początku

9:22— Jego głos był już ciężki, niższy. — Kończę tę farsę.A potem – coś, czego Hançer nie zapomni do końca życia: ten suchy dźwięk rozdzieranego papieru

9:35Raz. Drugi. Trzeci. I cisza, która zapadła po tym, jakby dom na moment przestał istnieć

9:44— Zniszczyłeś… — wyszeptała Mukadder.— Tak. Zniszczyłem. — Cihan oddychał szybko. — Bo jeśli istnieje coś, co naprawdę niszczy honor, to nie jest bieda

9:57Nie jest brak pieniędzy. To jest to, jak traktujemy ludzi.Następnie jego ton złamał się na moment, jakby przez szczelinę w złości przedostała się troska – i to było jeszcze bardziej bolesne dla Hançer

10:12— Ona i tak nic nie powiedziała. Wiesz? Mogła ci rzucić w twarz prawdę, mogła się bronić

10:21Ale milczała. Bo jest lepsza, niż my wszyscy.Hançer wtedy poczuła łzy. Nie te, które spływają wstydliwie

10:32Te, które płoną. Bo ktoś ją bronił. I właśnie dlatego bolało najbardziej.Bo jak ona miała żyć ze świadomością, że jej obecność oddziela syna od matki? Że jest jak klin wbity w rodzinę?

10:47Teraz, w swojej sypialni, powtarzała w myślach każdy fragment tej kłótni. Każde słowo „jeden milion” brzmiało jak przypomnienie, że była kupiona

11:00Nawet jeśli nikt nie powiedział tego wprost, nawet jeśli Cihan rozdarł papier – w powietrzu zostało to, co było przed rozerwaniem

11:11Zanim dokument stał się strzępami, był faktem.Hançer przycisnęła dłonie do skroni, jakby chciała zatrzymać obrazy

11:21Ale one wracały uparcie. Mukadder z wyprostowanymi plecami, dumna jak tron, i Cihan, który nagle stał się kimś, kogo nie znała – mężczyzną gotowym postawić wszystko na jedną kartę, żeby jej nie upokorzono

11:38„To przeze mnie” – pomyślała po raz setny. „Przeze mnie oni się ranią.”.Telefon leżał na kołdrze

11:47Cichy. Obcy. Hançer wzięła go do ręki i zawahała się. Do kogo zadzwonić? Do Cihana? Ale co powiedzieć? „Wróć”? Jakim prawem miała prosić? Przecież nie była prawdziwą żoną

12:02Właściwie… czy była?.Jej kciuk sam odnalazł imię Deryi.Derya.Bratowa, która mówiła głośno, myślała szybko i zawsze miała w zanadrzu radę, nawet jeśli była ostra jak pieprz

12:17Derya, która śmiała się, gdy inni płakali, ale potrafiła też przytulić tak, jakby obejmowała cały świat

12:27Połączenie.Dźwięk sygnału.I wreszcie – głos.— Hançer? — Derya odezwała się z lekkim zdziwieniem, jakby nie spodziewała się telefonu o tej porze

12:40W tle było słychać ciche brzęknięcie naczyń, jakby stała przy zlewie. — Co się stało? Jesteś… w porządku?

12:50Hançer przełknęła ślinę. Głos ugrzązł jej w gardle.— Nie wiem, czy… — zaczęła i urwała

12:59„W porządku” było słowem z innego życia. — Derya, ja… Ja nie rozumiem, co się dzieje z tą umową

13:09Po drugiej stronie nastąpiła sekunda ciszy, w której Derya jakby przestawiała w głowie tryby

13:17— A więc jednak… — westchnęła. — Słuchaj, ja też byłam w szoku. Kiedy poszłam do rezydencji szukać Cihana, myślałam, że znajdę go w gabinecie, spokojnego, jak zawsze, z tym swoim zimnym spojrzeniem

13:33A co zobaczyłam? Wściekły. Krążył po salonie jak rozwścieczony byk, przysięgam. Jakby miał rogi i chciał nimi przebić ściany

13:44Hançer mimo bólu prawie się uśmiechnęła. To porównanie było tak „Deryowe”. Ale uśmiech nie utrzymał się długo

13:54— Wszystko potoczyło się za szybko — wyszeptała. — Ja nawet nie zdążyłam zrozumieć, kiedy to… stało się wojną

14:04— Bo Mukadder nie prowadzi rozmów, tylko kampanie — powiedziała Derya ostro. Potem jej ton złagodniał

14:14— Hançer, powiedz mi jedno. Ty… ty się czujesz tam jak pani domu? W końcu? W tej swojej sypialni, w tej rezydencji… Czy czujesz, że to twoje miejsce?

14:27Hançer odwróciła wzrok od łóżka, jakby wstydziła się odpowiedzi, choć była sama.— Pani domu? — powtórzyła cicho

14:37— Derya, ja się tam czuję jak ktoś, kto w każdej chwili może zostać wyproszony. Jak gość, który przypadkiem wszedł nie do tego pokoju

14:48Ciągle są problemy. Ciągle ktoś patrzy, ocenia… Ja staram się unikać interakcji z rodziną

14:57Serio. Im mniej mnie widać, tym… tym lepiej.— Nie mów tak — przerwała jej Derya z irytacją, w której była troska

15:08— „Im mniej mnie widać”… Nie jesteś cieniem. Jesteś żoną Cihana.Hançer zamarła.To słowo w ustach Deryi brzmiało prawdziwie

15:19A ona sama wciąż nie umiała w nie uwierzyć.— Derya… — zaczęła, ale bratowa już płynęła dalej, jakby miała w sobie falę, której nie zatrzyma

15:31— Powiem ci coś. Cihan zachował się jak prawdziwy mąż. I mówię to ja, Derya, która widziała w życiu niejednego „męża” i wiem, jak wygląda różnica między mężczyzną a papierowym bohaterem

15:46On… zniszczył tę umowę. Żeby chronić twój honor. I — posłuchaj mnie uważnie — nie zdradził twojego sekretu przed Mukadder

15:57Hançer poczuła, jak serce ściska się w środku.— On… nie powiedział? — zapytała szeptem, choć przecież wiedziała

16:07A jednak potrzebowała to usłyszeć od kogoś innego, żeby uwierzyć.— Nie. Ani słowa

16:15— Derya mówiła z podziwem. — Mógłby wygrać tę kłótnię jednym zdaniem. Jednym. Ale tego nie zrobił

16:24To znaczy, że… ty jesteś dla niego ważniejsza niż jego zwycięstwo.Te słowa zabrzmiały jak balsam

16:34Ale balsam potrafi piec, gdy kładzie się go na ranę.Hançer oparła czoło o dłoń.— Derya… on wyszedł

16:44— W jej głosie była pustka. — Po kłótni z matką wyszedł z domu i nie wrócił. Nie wiem, gdzie jest

16:53Po drugiej stronie znowu cisza, tym razem gęsta, jakby Derya patrzyła w przestrzeń kuchni, trzymając telefon i myśląc intensywnie

17:04— Nie dzwoń do niego — powiedziała w końcu. — Wiem, że chcesz. Wiem, że serce cię pcha

17:13Ale nie dzwoń. Daj mu… nie czas, bo czas to brzmi jak czekanie. Daj mu przestrzeń

17:22Niech się uspokoi. A ty… — tu jej głos stał się twardy — ty masz być czujna. Bo w tej rodzinie zawsze ktoś czeka, aż kobieta się cofnie

17:34— Czujna? — Hançer nie zrozumiała.— Tak. Nie pozwól, żeby ktoś odebrał ci męża. Słyszysz mnie? Mukadder będzie próbowała

17:45Beyza będzie próbowała. Każdy, kto chce mieć kontrolę nad Cihanem, będzie próbował wcisnąć cię w kąt

17:54A ty nie możesz stać w kącie. Nawet jeśli się boisz.Hançer poczuła, jak w gardle rośnie jej płacz

18:04— Ale ja nie chcę… walczyć. Ja tylko chciałam, żeby było spokojnie. Żeby oni… żeby on nie musiał się kłócić z matką przeze mnie

18:15— Hançer. — Derya wypowiedziała jej imię wolniej, wyraźniej. — Posłuchaj. To nie jest „przez ciebie”

18:24To jest przez Mukadder. Przez jej dumę. Przez jej chęć posiadania wszystkiego. Ty tylko… znalazłaś się na drodze

18:34A Cihan… Cihan po raz pierwszy od dawna powiedział „dość”. I to nie jest twoja wina

18:42To może być twoje… ratunek.W tle znów brzęknęło naczynie. Ktoś wszedł do kuchni. Derya momentalnie zmieniła ton – o pół tonu w górę, jak aktorka, która w sekundę wkłada maskę

18:57— Derya? — odezwał się męski głos. Cemil. Zaspany, zdezorientowany. — Z kim ty rozmawiasz o tej porze? Słyszę… „zięć”? Czy ja się przesłyszałem?

19:10Hançer prawie wypuściła telefon z ręki. Serce jej zabiło szybciej.Derya roześmiała się krótko, za głośno

19:20— Co ty pleciesz, Cemil? — rzuciła lekko. — Rozmawiam ze znajomą. Hatice. Wiesz, ta… z sąsiedztwa

19:30— O tej porze? — Cemil brzmiał podejrzliwie. — Hatice? A czemu ja słyszę „zięć”? Kto tu ma zięcia, Derya? My?

19:41W tym momencie dołączył dziecięcy głos, miękki i sklejony snem.— Mamo… — Emir. — Czemu jesteś w kuchni? Ja chcę wodę…

19:51Derya zmiękła na sekundę – w jej głosie pojawiła się czułość, ale nadal była w niej pośpieszność

20:00— Kochanie, zaraz ci dam wodę. — Potem znów do Cemila, ostrzej: — Cemil, idź z nim do pokoju

20:10Ja… ja kończę rozmowę. To ważne. A ty nie rób scen, dobrze? Noc. Dziecko. Nie teraz

20:20— Derya, ja tylko pytam… — Cemil mruknął, ale posłusznie oddalił się z Emirem. Słychać było kroki, ciche protesty chłopca, szuranie kapci

20:32Kiedy kuchnia znów została „pusta”, Derya wróciła do rozmowy niższym głosem.— Przepraszam

20:41— Westchnęła. — Cemil ma uszy jak nietoperz. I wyobraźnię jak scenarzysta.Hançer poczuła, że w tym wszystkim jest coś absurdalnie ludzkiego – w jednej chwili dramat, w drugiej kłamstewko o Hatice, potem dziecko proszące o wodę

20:59Życie nie pytało, czy ona ma siłę. Po prostu szło.— Derya… — powiedziała cicho. — A jeśli… jeśli on już nie wróci?

21:09W słuchawce rozległo się krótkie parsknięcie.— Wróci. — Derya była pewna. — Cihan może odejść na noc, może jeździć samochodem, może patrzeć w ciemność, ale wiesz, co on ma w sobie? Sumienie

21:25A sumienie nie pozwoli mu zostawić cię samej. Wróci. Tylko ty nie możesz, kiedy wróci, udawać, że nic nie czujesz

21:35Nie w tym domu. Tam uczucia wykorzystuje się jak broń. Ty musisz nauczyć się mówić: „To mnie boli”

21:44Hançer zacisnęła palce na telefonie.— Ja nie umiem… — wyszeptała.— Umiesz. — Derya zabrzmiała miękko

21:54— Tylko jeszcze nie próbowałaś.Rozmowa dobiegła końca po kilku kolejnych zdaniach, po kilku radach, które Derya rzucała jak kamyki do kieszeni: „Nie chowaj się”, „Nie daj się zastraszyć”, „Nie wierz w słodkie słowa Beyzy”

22:10Hançer kiwała głową, choć Derya tego nie widziała.Kiedy rozłączyła się, w pokoju zapadła cisza – ta sama, ale jakby bardziej świadoma

22:22Telefon znów leżał na kołdrze, teraz cięższy, jakby zostawił w niej czyjś głos. Hançer siedziała nieruchomo, patrząc na swoje dłonie

22:33Czuła, że w niej jest jednocześnie wdzięczność i strach.I wtedy nadeszło kolejne echo

22:41Tym razem nie Mukadder.Beyza.Jej głos miał inną temperaturę. Nie był lodowaty jak teściowej, ale był jak gorąca herbata, w której ktoś ukrył szpilkę

22:54„Nie powinnaś się obwiniać” – mówiła Beyza wcześniej, z pozorną troską, jak kobieta, która rozumie kobietę

23:04Hançer pamiętała, jak Beyza dotknęła jej ramienia delikatnie, prawie siostrzanie, i jak jej oczy błysnęły tym dziwnym blaskiem współczucia, które zawsze pachniało zwycięstwem

23:18— Nie obwiniaj się o rozwód Cihana — powiedziała wtedy Beyza, jakby uspokajała dziecko

23:26— To było… dawno. To były sprawy dorosłych.Hançer, głupia, spragniona pocieszenia, poczuła ulgę

23:36Uwierzyła na sekundę.A potem Beyza uśmiechnęła się tym swoim uśmiechem, w którym nie było zębów, tylko cień

23:46— Tylko… — dodała, niby mimochodem — skąd mogłaś wiedzieć, że serce mężczyzny, za którego wyszłaś, wciąż należy do jego pierwszej żony?

23:58Te słowa wbiły się w Hançer jak drzazga pod paznokieć. Mała, ale potrafiąca doprowadzić do szaleństwa

24:07Bo jak wyjąć drzazgę, której nie widać? Jak udowodnić, że jej nie ma, skoro boli?

24:15Teraz, w nocy, Hançer słyszała to zdanie jak powtarzający się refren. „Serce wciąż należy…” „Pierwsza żona…” „Skąd mogłaś wiedzieć…”

24:27„Może to prawda?” – myśl podsunęła jej się bez litości. „Może on mnie broni, bo ma honor

24:35A nie… bo mnie kocha. Może jestem tylko… obowiązkiem.”.Wstała z łóżka gwałtownie, jakby powietrze na nim zrobiło się zbyt ciężkie

24:47Przeszła kilka kroków po dywanie. Nogi miała miękkie, jakby ciało było zmęczone szybciej niż dusza

24:56Okno stało po drugiej stronie pokoju. Zasłony były zaciągnięte, ale Hançer podeszła i odsunęła je jednym ruchem, trochę zbyt nerwowym

25:08Noc wlała się do środka ciemnym szkłem.Na zewnątrz światła ogrodu tworzyły plamy na ścieżkach

25:17Drzewa stały nieruchomo, jak strażnicy, którzy nic nie mówią, tylko patrzą. W oddali, za bramą, czasem przejeżdżał samochód, zostawiając krótką smugę świateł

25:31Hançer przycisnęła czoło do chłodnej szyby. Jej oddech zostawiał na niej mgiełkę.Czekała

25:40Nie wiedziała, na co dokładnie. Na dźwięk silnika. Na skrzypnięcie drzwi. Na cień, który przesunie się przez ogród

25:50Na coś, co da jej znak, że nie jest sama.Minęły minuty, które wydawały się godzinami

25:59I w końcu wyszeptała do siebie, tak cicho, jakby bała się, że ściany ją usłyszą:.— Nie przyszedł

26:08To zdanie nie było tylko stwierdzeniem. Było jak uderzenie w klatkę piersiową.Hançer zamknęła oczy, walcząc z łzami, ale one i tak napłynęły

26:20Zawsze przychodziły wtedy, gdy chciała być silna.„Przecież nie jesteśmy prawdziwym małżeństwem” — zaczęła mówić do siebie w myślach, jak ktoś, kto próbuje zapamiętać tekst, który ma go uratować

26:35„Przecież to… układ. Przecież nie mam prawa pytać. Nie mam prawa… oczekiwać.”.Powtórzyła to kilka razy, jak modlitwę bez Boga

26:47„Nie mam prawa.”.A jednak jej serce miało inne zdanie. Serce nie znało umów. Serce znało tylko nieobecność

26:57I to, że ona boli.— Niech robi, co chce — szepnęła głośno, jakby to miało zabrzmieć pewnie

27:07Jakby to miało odciąć ją od nadziei.Ale w tym samym momencie jej oczy zdradziły ją całkowicie

27:15Były pełne tęsknoty, która nie pyta o pozwolenie.Stała tak przy oknie i nagle uświadomiła sobie coś jeszcze: że czeka nie tylko na powrót Cihana, ale na odpowiedź na pytanie, którego nie umiała wypowiedzieć

27:31Czy on wróci, bo musi?.Czy wróci, bo chce?.I czy ona, Hançer, ma w sobie odwagę, żeby kiedy wróci, nie schować się w rogu jak cień, tylko stanąć przed nim i powiedzieć prawdę

27:46Że boi się Mukadder.Że boi się Beyzy.Że boi się tego „pierwsza żona”.I że najbardziej boi się tego, że kiedy wreszcie poczuje się bezpieczna, ktoś znów przypomni jej, że wszystko zaczęło się od papieru i liczby: jednego miliona

28:03Szyba była zimna pod jej dłonią.W domu panowała cisza.A gdzieś w tej ciszy, głęboko, rosła w niej myśl, której nie chciała, ale która była uporczywie żywa:

28:16„Jeśli on naprawdę wróci… czy ja będę umiała go zatrzymać?”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *