“— Zabiłaś wszystko, co nas łączyło. To koniec.
Zdruzgotana Hancer opuściła salę intensywnej terapii. Na korytarzu Mukadder, Bejza i Nusret obserwowali ją z ukrytą satysfakcją. Dla nich odrzucenie Hancer było zwycięstwem.
Po powrocie do domu Hancer była cieniem samej siebie. Gdy mały Emir radośnie przywitał ją w drzwiach, ciężar emocji okazał się zbyt wielki. Kobieta osunęła się na podłogę i straciła przytomność.
W tym czasie w rodzinie narastały kolejne konflikty. Mukadder była przekonana, że chroni syna przed kobietą, która niemal doprowadziła go do śmierci. Melich próbował sprzeciwić się manipulacjom rodziny, ale napięcie rosło z każdym dniem.
Hancer wracała nocami do szpitala, aby choć przez chwilę czuwać przy Cichanie. Nawet jeśli ją odrzucał, nie potrafiła przestać go kochać. Tymczasem stan Cichana nagle się pogorszył. Lekarze ostrzegli rodzinę, że najbliższe godziny będą decydujące.

Mukadder, widząc syna podłączonego do aparatury, w końcu pękła i wybuchła płaczem. Wtedy zauważyła, że na palcu Cichana nadal znajduje się obrączka ślubna. Był to znak, że mimo bólu jego uczucie do Hancer wciąż nie wygasło.
Po tygodniu stan Cichana zaczął się poprawiać. Powoli wracał do zdrowia, choć w jego oczach nadal widać było smutek i tęsknotę. Hancer również próbowała podnieść się po emocjonalnym upadku dzięki wsparciu Derii i Cemila.
Pewnego wieczoru starszy Ertugrul odwiedził Cichana i powiedział mu:
— Duma potrafi ogrzać człowieka tylko na chwilę. Potem zostaje już tylko samotność. Zastanów się, czy odrzucając Hancer, nie karzesz także samego siebie.
Słowa te głęboko poruszyły Cichana. Tymczasem Hancer po raz pierwszy od wielu dni poczuła cień spokoju, gdy Cemil objął ją i zapewnił, że nie jest sama. W półmroku pokoju pojawiła się nadzieja, że mimo cierpienia ich historia jeszcze się nie skończyła.”